punkt siedzenia

Dama minionej epoki. Rozmowa z pisarką Magdaleną Jastrzębską

Punt Siedzenia: Od czego zaczęła się Twoja twórczość? Czy pamiętasz, kiedy pierwszy raz wpadłaś na pomysł, żeby napisać książkę?
Magdalena Jastrzębska: Zawsze bardzo lubiłam historię, pochłaniałam książki, czytałam pamiętniki, uwielbiałam biografie, z zapartym tchem zwiedzałam zamki i pałace. Te wszystkie wrażenia i lektury gdzieś we mnie dojrzewały, by wreszcie zaowocować pisaniem. Nie pamiętam, kiedy się to stało, to był naturalny proces. Chwyciłam za przysłowiowe pióro i zaczęłam pisać. W pewnym momencie po prostu poczułam, że mogę się z pisaniem zmierzyć.

Punkt Siedzenia: Czy od razu wiedziałaś, że chcesz pisać o damach z minionych epok? Jeśli tak, to dlaczego?
Magdalena Jastrzębska: Wybór tematyki podyktowany był moimi zainteresowaniami. Gdy zwiedzałam muzea zadawałam pytania portretom, zastanawiałam się kogo przedstawiają, kim była dama uśmiechająca się ze złoconych ram lub pozująca malarzowi w wystudiowanej pozie. Przekraczając progi pałaców-muzeów myślałam o życiu tamtych ludzi, jakie było, czy byli podobni do nas, czy całkowicie odmienni? Tak zaczęłam tworzyć opowieści biograficzne o Polkach żyjących w minionych epokach.

Punkt Siedzenia: O kim najpierw napisałaś?
Magdalena Jastrzębska: Moja pierwsza opublikowana książka dotyczyła księżnej Dominikowej, czyli Teofili Radziwiłłowej, niezwykle barwnej, a nawet skandalizującej postaci z czasów Księstwa Warszawskiego i lat późniejszych. Wcześniejsze próby literackie trafiły ostatecznie do szuflady, ale były konieczne, stanowiły pewnego rodzaju przymiarkę, wstęp do drogi, którą zaczęłam podążać jako autorka książek biograficznych.

Punkt Siedzenia: Która z opisywanych przez Ciebie postaci jest Ci najbliższa i dlaczego akurat ta? Czyje losy poruszyły Cię najgłębiej?
Magdalena Jastrzębska: Każda bohaterka jest moją ulubioną. Wybieram postać i zaczynam gromadzić materiały, czytać dokumenty, odwiedzać miejsca związane z tą osobą. Dzięki temu staje mi się ona
bliższa, niekiedy nawet fascynująca. Pamiętam czas, gdy zafascynowała mnie córka poety Zygmunta Krasińskiego – Maria Raczyńska. To bardzo ciekawa kobieta, indywidualistka. Jej losy, a szczególnie ostatnie lata, gdy chora, osamotniona, mierzyła się sama ze sobą, bardzo mnie poruszyły. A potem przyszła inna postać: Józefa z Moszyńskich Szembekowa. Rudowłosa córka syberyjskiego zesłańca Piotra Moszyńskiego, dziedziczka milionowej fortuny. Zagmatwane historie rodzinne, niespełniona miłość, małżeństwo z człowiekiem, który roztrwonił jej majątek, stały się osią tej historii. Tak powstała książka „Listy z Kresów”, do której mam szczególny sentyment.

Punkt Siedzenia: Jakie emocje towarzyszą Ci, gdy piszesz książki? Co chcesz za pomocą swoich książek przekazać?
Magdalena Jastrzębska: Towarzyszą mi najróżniejsze uczucia. Od zachwytu, przez radość na przykład z
odnalezionego portretu mojej bohaterki, po zaciekawienie i ten dreszczyk emocji, gdy odwiedzam miejsca związane z postaciami, o których piszę – ich domy, pałace, kościoły, w których brali śluby, muzea, gdzie na ścianach wiszą ich portrety czy… cmentarze, gdzie znajdują się ich grobowce. Czasem pojawia się zwątpienie, czy to już wszystko, czy jeszcze czegoś poszukać, czy jeszcze raz pojechać do archiwum, przejrzeć jeszcze dokumenty? Gdy już pokonam wszelkie rozterki autora i odpowiem sobie na pytania, które mnie nurtują mam skończoną książkę. Posyłając ją wydawcy mam nadzieję, że czytelnik otrzyma ciekawą historię z dawnych lat, że przeniesie się w świat, który wprawdzie dawno temu przeminął, ale może właśnie dlatego tak bardzo jest fascynujący?

Punkt Siedzenia: Co Ciebie najbardziej pociąga w minionych wiekach?
Magdalena Jastrzębska: Przede wszystkim inny rytm życia, spokojniejszy, w którym był czas na egzystencję w zgodzie z przyrodą, gdy pisanie listu było „rozmową” z drugim człowiekiem. To czasy, gdy ludzie ze sobą rozmawiali, nie tylko przebywali obok siebie, a sztuka konwersacji stała na najwyższym poziomie. Spotykano się w salonach i trochę flirtowano, tańczono, ale przede wszystkim dyskutowano i na tym płynęły długie godziny. Fascynujące jest także to jak wielkie wydarzenia historyczne miały wpływ na poszczególne rodziny, ich domy i majątki. Zresztą czar minionych wieków to temat na dłuższą rozmowę…

Punkt Siedzenia: Jakie masz plany? Co szykujesz w najbliższej i dalszej przyszłości?
Magdalena Jastrzębska: Mam nadzieję, że w przyszłym roku ukaże się moja nowa książka, nad którą obecnie pracuję i poświęcam jej teraz mnóstwo czasu. Będzie to opowieść o mądrej, pięknej kobiecie, o szczęściu i wielkich stratach, o miłości do ziemi i domu. Będą też szwoleżerowie, uczestnicy
powstań narodowych, namiestnicy, senatorowie i wielkie damy… A wszystko w oprawie XIX stulecia. O dalszej przyszłości na razie nie myślę, zobaczymy co przyniesie życie, czasem zaskakuje nas tak bardzo, że plany trzeba weryfikować.

 

 

Fot. Serwis prasowy