punkt siedzenia

Historia i historie. Rozmowa z pisarką Joanną Dobkowską

 

Punkt Siedzenia: Mój nastoletni syn idąc na lekcję, dajmy na to o rozdrobnieniu dzielnicowym, wzdycha: „no i znów te nudy”. A ciebie fascynuje historia…
Joanna Dobkowska: Tak, ale raczej nie ta zajmująca się wojnami, traktatami czy sukcesją tronu, lecz dotycząca codzienności, drobiazgów, z których zbudowana jest większa całość – życie konkretnej osoby, najchętniej tzw. zwykłego człowieka, kogoś, kto nie był „na świeczniku”. Lubię historię próbującą zrekonstruować i pomóc nam dziś zrozumieć, jak w minionych epokach ludzie myśleli, mówili, zachowywali się, ubierali.
PS: Właśnie – ubierali. Niedawno wyszła książka „W cieniu koronkowej parasolki. O modzie i obyczajach w XIX wieku”, której jesteś współautorką. Czyta się ją lekko, w wielu miejscach jest bardzo zabawna, ale jednocześnie zawiera masę informacji i szczegółów historycznych. Jak powstawała?
JD: Długo! Najfajniejsze w tej pracy było czytanie dziewiętnastowiecznych pamiętników, listów oraz prasy. Dużą przyjemność sprawiało też oglądanie zdjęć i rycin z żurnali. Pisanie książki oznaczało wycieczkę do innego świata. Zaglądałam do dawno nieistniejących domów, po których nie pozostał żaden ślad poza kilkoma zdaniami w pamiętniku czy jedną starą fotografią. Najbardziej jednak pasjonowały mnie historie ludzi, poznawanie osób, które kiedyś były kimś ważnym, przynajmniej dla swojej rodziny i kręgu znajomych, nierzadko nawet zrobiły coś dobrego dla świata, a o których dziś już nikt nie pamięta.
PS: Masz zamiar napisać książkę o tych ludziach?
JD: Być może, kiedyś tak. Teraz jednak „mam na warsztacie” kolejną, trzecią już, powieść, która podobnie jak „Medium”, dzieje się w przeszłości.
PS: A jak powstają twoje powieści?
JD: Tu też wszystko zaczyna się od historii, ale nie historii-nauki, tylko historii czyjegoś życia, całkowicie zmyślonej, lecz dobrze osadzonej w wybranym czasie i miejscu. Odkąd pamiętam, jeszcze w podstawówce, wymyślałam opowieści. Najczęściej o fikcyjnych postaciach, choć jako bohaterów „wykorzystywałam” też ludzi spotykanych w szkole czy mijanych na ulicy. Dopisywałam im życiorysy, charaktery, przygody. To była ulubiona zabawa, którą rzadko się z kimś dzieliłam. Najczęściej akcje umieszczałam w przeszłości, historyczne dekoracje działały na wyobraźnię i pozwalały na oderwanie się od teraźniejszości. Tak jest nadal, moje powieści dzieją się w minionych epokach, albo, jak w przypadku pierwszej wydanej książki, w całkowicie wymyślonym świecie.
PS: Czy bohaterki twoich książek to ty, tylko w stylowym kostiumie?
JD: Nie, nigdy. Byłoby nudno cały czas być sobą. Moje bohaterki (i bohaterzy) to osoby, którym jako autor przyglądam się z zaciekawieniem, obserwuję ich zachowanie, a nawet bywam nimi zaskoczona, bo jakoś tak jest, że historia często skręca w sposób niezaplanowany, postacie żyją własnym życiem, według własnego widzimisię. Oczywiście jest plan akcji, schemat intrygi, kolejność scen itd. A potem.. historia uniezależnia się od autora, który ma wtedy z pisania jeszcze większą frajdę. Pisząc książkę, sama często nie jestem pewna, czym to się wszystko skończy.

 

Fot. archiwum prywatne autorki, serwisy prasowe